POWRÓT



 

Marian Raciborski
1863-1917
 

 

Urodzony 16 września 1863 we wsi Brzóstowa pod Ćmielowem, zmarł 17 marca 1917 w Zakopanem.  Od najmłodszych lat rozmiłowany był w naukach przyrodniczych, obdarzony wielką intuicją odkrywczą i wielostronnymi zainteresowaniami. Był botanikiem i pionierem ruchu ochrony przyrody w Polsce. W latach 1881 - 1891 studiował nauki przyrodnicze i medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim, później w Bonn i Monachium. W latach 1896 - 1900 prowadził badania flory wysp Jawy. Po powrocie w latach 1900 - 1909 był kierownikiem katedry Akademii Rolniczej w Dublanach pod Lwowem. Od 1909 roku jako profesor botaniki Uniwersytetu Lwowskiego, organizował Instytut  Biologiczno-Botaniczny uniwersytetu. Od roku 1912 był profesorem botaniki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przekazał bogate zbiory muzealne zgromadzone na Jawie krakowskiemu Muzeum Etnograficznemu. Część jego krajowych zbiorów zakupił dla Muzeum Przyrodniczego im. Dzieduszyckich we Lwowie Włodzimierz Dzieduszycki.
Po jego śmierci rodzina przekazał bibliotekę i materiały naukowe Instytutowi Botaniki UJ.
Pozostawił w spuściźnie 116 prac  z cytologii, anatomii, morfologii, fizjologii roślin, florystyki; wydał pionierskie w Polsce publikacje paleobotaniczne; był twórcą polskiej szkoły fitogeograficznej.
Jego najważniejsze prace paleobotaniczne, to: flora krakowskich glinek ogniotrwałych, flora retycka w Tatrach i inne rośliny kopalne.
Był jednym z pionierów ochrony przyrody w Polsce.
Rozszerzył pojęcie "pomnika przyrody" o okazy martwej natury (skały, wodospady, jeziora). W roku 1910 wydał on wykaz zabytkowych drzew i zbiorowisk roślinnych pt. "Ochrony godne drzewa i zbiorowiska roślin".
Pierwszy propagował myśl ochrony zabytków przyrody i rozbudowy muzeów przyrodniczo-krajoznawczych.
Pierwszy wydał zielniki roślin okrytonasiennych i roślin niższych, które zyskały uznanie w kraju i za granicą.
Rozpoczął wydawanie "Flory Polskiej".

 



Władysław Szafer:

"Jednym z moich mistrzów, któremu zawdzięczam najwięcej był Marian Raciborski. Nie tylko pokazał mi szerokie horyzonty nauki, ale i uświadomił mi, że w życiu naukowca są ważne dwie, równorzędne prace: naukowa i społeczna. On nauczył mnie jak propagować naukę i ochronę przyrody, słowem - jak naginać naukę do naszych narodowych potrzeb.
On nie tylko pokazał im szerokie horyzonty nauki ale, co jeszcze chyba ważniejsze - przez Niego poznałem tę wielką prawdę, że w życiu naukowca równie ważna jest praca naukowa i społeczna. Przykładem własnym wskazał mi obydwie drogi".

Danuta Zdebska:
"Prof. Marian Raciborski stworzył podstawy polskiej paleobotaniki. W latach 1886-92 ogłosił ponad 20 publikacji dotyczących flor kopalnych, głównie paleozoiku i mezozoiku z obszaru Polski. Ogromne znaczenie miało opracowanie przez niego jednego z najbogatszych w świecie stanowisk roślin jurajskich, odkrytego w Grojcu pod Krakowem. Profesor sam zbierał materiały kopalne. Niewielka ich część szczęśliwie zachowała się w naszym Instytucie, jednak większość została przekazana do Akademii Umiejętności. Mniej więcej do lat 50. uczniowie prof. Raciborskiego, a przede wszystkim prof. Władysław Szafer, gromadzili w Instytucie zbiory paleobotaniczne".
 

 

 

 


prof. Marjan RACIBORSKI

(''Ateneum Polskie'' - 1900 r. -
z zachowaniem pierwotnej pisowni)

ZABYTKI PRZYRODY.

(fragment)

(...)

Zabytkami przyrody nazywamy te przedmioty natury martwej lub żywej, które budzą ciekawość rzadkością pojawiania się, a zarazem, poważne wiekiem, są świadkami czasów ubiegłych, stosunków, niekiedy zgoła klimatów minionych, i jako cenne okazy demonstracyjne zasługują na uwagę i opiekę. Doliczamy do nich zwykle miejsca pięknością położenia niezwykłe. Mogą to być skały, wodospady, jeziora, rzadkie zwierzęta, olbrzymie lub rzadkie drzewa lub nawet skupienia od zwykłych odmienne roślin, jak resztki stepów, halaw, lejki gipsowe, torfowiska. Opieką otoczyć je zdoła tylko świadomość ich wartości, bez tej przejdziemy koło nich obojętni jak dotychczas. Niech to objaśni kilka przykładów.

W sosnowych borach wołyńskiego Polesia rośnie na miejscach już nielicznych krzew o ślicznych pomarańczowych, żółtych kwiatach Azalea pontica. Kwiaty jego są tak piękne, że sprowadzamy go do ogrodów krajowych z handlów Holandji i Niemiec. Botanik pouczy nas, że nie rośnie on już nigdzie więcej dziko w Europie, że znaleść go można dopiero na południu Kaukazu. W Europie jest on zabytkiem roślinności bardzo starej, przed epoką lodową panującej, zniszczonej następnie walką z klimatem zmienionym, przybyszami roślinnemi nowemi. Z tej samej doby prastarej, cieplejszej odnajdziemy resztki roślinności na innych punktach kraju skarlałe już i ginące. A więc czarną cuchnącą sawinę (luniperus Sabina) na niedostępnych skałach Pienin, bardzo już rzadki, pięknie czerwony, w maju kwitnący wawrzynek (Daphne Cnadrum) na Świętej górze pod Złoczowem.

Katastrofą, która zniszczyła prastarą roślinność z doby azalei wołyńskiej było pojawienie się olbrzymiego lądolodu staczającego się z gór Skandynawii na niziny Niemiec i Polski po Kraków i Przemyśl. Zniszczył on pod sobą wszystko co żyło na tym kawałku ziemi, mroźnym oddechem topniejącego czoła wypierał roślinność ku południowi. Wlókł z sobą wmarznięte bloki skalne zniesione z dalekiej północy, topniejąc zostawiał je u nas jako bloki eratyczne, jedyne dziś świadki minionej katastrofy. Niektóre z nich są olbrzymiej wielkości, ale te z dniem każdym rzadsze, bo dostarczać muszą materjału na gościńce bite, na drogi miast. Nie słyszałem zaś o żadnych staraniach, by choć kilka z najciekawszych zabezpieczyć u nas od zagłady.

Lądolód wielokrotnie narastał tocząc się naprzód, to topniał cofając się w tył, a oswobodzone, z kamieni i miału zbudowane, dno zalewał siecią zimnych, wartkich strumieni. Na suchych skałach niżu poczęły się osadzać wtedy rośliny górskie, na wilgotnej glebie torfowce poczęły budować puścizny torfowe, a na nich znalazł schronienie legjon drobnych emigrantów roślinnych, przybyłych w sąsiedztwie lądolodu z tundr dalekiej północy nad Niemen i Wisłę. Pojawiają się brzozy wysokości stopy, wierzby na cal wysokie, tundra polska staje się ojczyzną karłów roślinnych, olbrzymów zwierzęcych, (renifer, mamut i nosorożec) a śród nich zjawia się i za ustępującym lodem postępuje człowiek. On jeden w późniejszej losów kolei nie tylko się utrzyma, lecz obdarzony zdolnością przystosowania się zawładnie naturą, towarzysze jego skromnych początków, cofną się na wysokie góry, na daleką północ, na niżu z bardzo małemi wyjątkami wyginą. Karłowatą brzozę widział jeszcze przed kilkudziesięciu laty Jundziłł na ''roystach trzęsawicznych'' koło Jurburga pod Kownem, wierzba lapońska po dziś dzień, choć rzadka, rośnie na torfowiskach, łomikamień alpejski zarasta skały Bembła pod Ojcowem.

Wreszcie lód znikł w zupełności, rzeki pogłębiły swe koryta, ziemia wysychała, klimat był suchy, zimą mroźny. Śród karłów tundry nowi zjawiają się przybysze roślinni. Przynoszą ich nasiono wichry z zachodu i wschodu, rzeki z południa, zwierzęta w swej wełnie ze stepów czarnomorskich. W klimacie suchym i mroźnym najlepiej się wiedzie emigracji ze wschodu, ze stepów Podola i Ukrainy, z lasów Rosji środkowej i wschodniej. Na moczarach zjawia się olsza i wierzby, na tarasach nadbrzeżnych modrzew i sosna, wyżyny zarastają stepem. Mnoży się zwierzyna, jak wszędzie na stepach; nastają lepsze czasy dla człowieka myśliwca.

Modrzewiowe bory ówczesnej doby zostały nad Sanem i Wisłokiem pogrzebane kilkumetrową warstwą utworów późniejszych. Nie zginęły jednak w zupełności, lecz dotrwały mimo siekiery kupieckiej w nielicznych miejscach okolic Gór Świętokrzyskich. Jak daleko dotarł modrzew na zachód, czy przekroczył Odrę, nie wiemy. W każdym razie nie było go równocześnie, tym mniej później na niżu w Niemczech, Francji, Angiji lub Szwecji. Bory modrzewiowe stanowią znamię naszej ziemi, a kopalne ich zabytki, dochowane jeszcze dworki i lamusy, wreszcie nieliczne dziś żyjące, prastare drzewa przeczą zdaniu niemieckich uczonych, dla których modrzew jest drzewem wysokich Alp, Tyrolu i Delfinatu. Od tych różnił się nawet nasz modrzew gatunkowo, więc dochowane po dziś jego resztki uznajemy zabytkami, rzeczy świadomemu drogiemi.

Równocześnie po grzbietach i stokach wzgórz, suche wichry zimowe zsypywały pył gliniasty, śród którego latem falowały łany tyrsy (Stipa), kwitły chabry i burzany stepowe. Step bezdrzewny wąskiemi językami biegł z Podola wzdłuż Podkarpacia, biegł ze Lwowa na Żółkiew do Lublina, przekroczył Wisłę, pokrywał wzgórza Sandomierza, Opatowa i Kielc. Inne jego języki z węgierskiego stepu wkraczały w Pieniny, drogę morawską na Śląsk i Kraków, Czechami do Turyngji, Dunajem w góry Szwabji aż po Moguncję nad Ren. W step wrzynały się słoneczne dąbrowy, zmieszane z klonem, lipą, jaworem i wiśnią, podszyte mnóstwem bujnych krzewów, barwnych i wonnych kwiatów, przybyszów z południa drogą pokucką. Macierzanki, dyptam i szałwie, czarna ciemięrzyca, len złoty, storczyki zarastały halawy, tworząc zbiorowiska roślinne, przypominające dzisiejsze stoki Bałkanów, wonne, choć suche stoki wzgórz śródziemnomorskich, jednak bez ich roślin zimnozielonych. Zbiorowisko, jakie dziś jeszcze możemy zauważyć w nielicznych miejscach Podola północnego, o jakim pisał Słowacki, ''że w noc nawet i ślepy, poznałby tu stepy, po kwiatów rodzinnych zapachu''. Step zakreślał wędrującym hordom ludzkim drogi, pierwszym rolnikom miejsca uprawy. Obecnie cofnął on się na wschód, w dorzecze Dniestru i Bohu, ale pojedyncze jego rośliny umiały dotrwać na sprzyjających miejscach, jako jego zabytki. Więc takiemi są ostwice gór pieprzowych Sandomierza, ciemięrzyca czarna z okolic Kielc, dziś osobliwości w zmienionym już otoczeniu, zaś szczodrzenica czarna kreśli obecnym jeszcze zasięgiem dość wierny obraz dawnej granicy stepu podolskiego i halaw opolskich.

Sądząc z następstwa roślinności klimat musiał się zmieniać na wilgotniejszy, zimy bywały mniej suche. Opolne dąbrowy wrzynały się w step coraz głębiej, wkraczała w nie sosna, jak dziś nad górnym Dniestrem, a w ślad nastąpił zalew roślinności zachodniej, nawykłej do wilgotnego tchnienia Atlantyku, z drugiej zaś strony emigracja góralska. Szły z zachodu na wschód, a równocześnie z gór w niziny buk, jodła i cis, szły z zachodu trzymając się blizko morza kolczaty ostrodrzew (Ilex), który dotarł pod Rugję, powrzosy (Erica), z których jeden pod Częstochowę, drugi pod Tatry doszedł, brekinja (Pyrus torminalis) dziś rzadkie drzewo Wielkopolski, buk dotarł do Zbrucza, jodła do Białowieży i Lwowa.

Taki był zapewne stan powłoki roślinnej Polski, z chwilą szerszych trzebieży leśnych, żwawszego osadnictwa. Wrzała walka o byt między przybyszami ze wschodu i zachodu, z Karpat i nizin północy, gdy wmięszał się w nią człowiek silną dłonią. Szedł step pod uprawę obcych dawniej zbóż, szedł pod nie trzebiony suchy las i przybierał na nowo wygląd stepu, ale zarosłego już żytem i pszenicą. W zbożu zjawiły się chwasty, przybysze z dalekiego południa i wschodu: maki, bławaty, kąkole, ostrożki. Zarastały bagna, wysychały moczary, zamieniały się wreszcie pod wpływem kosy na barwne łąki. Na polski krajobraz wiejski wieku XX składają się amerykańskie ziemniaki i kukurudza, azjatycka gryka i konopie, nadmorskie buraki i kapusta, południowe len, lucerna i wszystkie zboża, a tylko bardzo nieliczne, jak konicze lub chmiel na swojskim rosną gruncie.

(...)

Zaczerpnięte ze strony Instytutu Botaniki PAN;
adres: http://bobas.ib-pan.krakow.pl/instytut/MUZPAL/Racib.htm